Księgarnia

 

edublog

polekcjach

Nowości wydawnicze

Zdrowie i uroda kobiety ciężarnej i karmiącej

Zdrowie i uroda kobiety ciężarnej i karmiącej

Zestaw trzech ilustrowanych artykułów na temat dobrej formy...
Dokumentowanie pracy z dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w przedszkolu

Dokumentowanie pracy z dzieckiem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w przedszkolu

Publikacja „Dokumentowanie pracy z dzieckiem ze specjalnymi...
Terapia logopedyczna dziecka w wieku szkolnym

Terapia logopedyczna dziecka w wieku szkolnym

Terapia logopedyczna dziecka w wieku szkolnym to poradnik...
zamów reklamę
Kalendarz oświatowy
2012 - Maj
Po Wt Śr Cz Pt So Nd
 
 
01
02
03
04
05
06
07
08
09
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
     

W tym miesiącu pamiętaj o:

zobacz wszystkie wydarzenia

Ankieta

Poleć nasz portal

Ksiegarnia taniej

Wywiady

 
Sedno 10/10
29.11.2010

Czas działań pozornych?

Los nauczycieli powinien zależeć od jakości ich pracy, a nie od asekuracyjnych zapisów Karty Nauczyciela. W ten sposób nauczycielski rynek pracy stałby się bardziej elastyczny, wypadliby z niego ci, którzy nie powinni się znaleźć w tym zawodzie – twierdzi dr Jerzy Lackowski, dyrektor Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Rozmawia Ewa Jurkiewicz

 

Po objęciu przez Katarzynę Hall stanowiska ministra edukacji był Pan wielkim optymistą, jeśli chodzi o zmiany w oświacie.
Na początku kadencji obecnego rządu miałem nadzieję na wprowadzenie do sektora publicznego mechanizmów rynkowych, jednak dzisiaj wyraźnie widać, że Donald Tusk  realizuje absolutnie minimalistyczną politykę i nastawiony jest przede wszystkim na trwanie u władzy. Katarzyna Hall szybko wtopiła się w jego środowisko. Zapał autentycznego reformowania edukacji szybko minął. No i mamy to, co mamy w polskiej edukacji, czyli czas działań pozornych. Najgorzej w oświacie działo się – moim zdaniem – w okresie, gdy ministrem edukacji była Krystyna Łybacka. Ale biorąc pod uwagę wielkie nadzieje, jakie wiązaliśmy z objęciem władzy przez PO, obecne rozczarowanie musi być ogromne. Obserwując działania resortu, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że ekipa ministra Giertycha, pomimo nieszczęsnej amnestii maturalnej, była bardziej odpowiedzialna – wiem, że to, co mówię, może być bardzo kontrowersyjne i dla wielu wręcz szokujące, bo wokół tego właśnie ministra wytworzyła się bardzo zła atmosfera, i przyjęło się, że każdy, kto z nim współpracował, zasługiwał tylko na krytykę. Tymczasem jednym z wiceministrów była wówczas dr hab. Sylwia Sysko-Romańczuk, osoba świetnie przygotowana do podjęcia i przeprowadzenia zmian w zakresie zarządzania i finansowania edukacji. Miała ciekawe koncepcje i gdyby była dzisiaj wiceministrem, to już dawno mielibyśmy za sobą dyskusje o Karcie Nauczyciela. Współpracując z nią, przygotowałem projekt zobiektywizowanej oceny pracy nauczyciela oraz systemu wynagradzania nauczycieli, uzależniającego wysokość wynagrodzenia od jakości i efektywności pracy oraz rozpocząłem pracę nad zupełnie innym, niż ten wprowadzony, systemem nadzoru pedagogicznego. Muszę stwierdzić, że zmiany w

Biorą odwet na dziecku

O cenie, jaką płaci dziecko po rozwodzie rodziców, o wygrywaniu swoich racji bez respektowania tego, co czuje i myśli syn czy córka – z dr Alicją Czerederecką, z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych – rozmawia Ewa Jurkiewicz. czytaj więcej>>

nadzorze pedagogicznym zaproponowane i wprowadzone przez minister Hall, to przykład absolutnie niewłaściwie wydawanych publicznych pieniędzy. Stworzono system, który będzie udręką dla nauczycieli i dyrektorów szkół, gdyż jest to kolejna odsłona „ankietomanii”. Polega on na zbieraniu przez kuratoria informacji, których i tak nie potrafią wykorzystać. Zastanawiam się,  czy przygotowaniu ankiet towarzyszyła refleksja, czemu mają one służyć? Czy twórcy ankiet przewidzieli ewentualność, że wypełniający je będą starali się trafić w ich oczekiwania, bądź w społeczne wyobrażenia danego problemu? Pragnę podkreślić, iż projektowany przeze mnie system byłby oparty w głównej mierze na badaniu rzeczywistych efektów pracy placówek, a nie zbieraniu opinii o ich pracy.

 

Ocenia Pan bardzo krytycznie nowy nadzór pedagogiczny. Na czym polega jego niedoskonałość?
To, od czego powinno się zaczynać w ocenie szkół, to potencjał jakościowy, czyli określenie, jakie warunki wyjściowe ma szkoła, jakie zasoby w postaci kadry, wyposażenia, sieci kontaktów i relacji ze środowiskiem. Tylko na tej podstawie można później oceniać efektywność jej działań. Oczywiście chodzi o to, żeby tak umiejętnie wykorzystywać zasoby, aby osiągać jak najlepsze wyniki. W zarządzaniu ocenia się ludzi po tym, jak efektywnie wykorzystują posiadane zasoby. Oczywiście badaniu efektów służą odpowiednie instrumenty. A to akurat ma ogromne znaczenie przy ocenianiu, bo nie jest sztuką mieć przeciętne efekty pracy, mając świetne warunki wyjściowe. Sztuką jest mieć dobre efekty przy ograniczonych zasobach. O sposobie myślenia autorów nowego systemu najlepiej świadczy zakwalifikowanie „Losów absolwentów” do obszaru „Współpraca szkoły ze środowiskiem”. Losy absolwentów powinno się rozważać w kontekście jakości i efektywności pracy szkoły. Jeżeli np. ¾ absolwentów jakiegoś gimnazjum nie kontynuuje nauki w liceum, to przecież świadczy to o poziomie nauczania w tej szkole! Losy absolwentów powinno się traktować długofalowo – chodzi o sprawdzenie nie tylko, czy ktoś kontynuuje edukację na kolejnym etapie, ale także jak sobie radzi. W tym przypadku Ministerstwo Nauki zachowało się znacznie rozsądniej – proponując w nowym prawie o szkołach wyższych zapisy, zgodnie z którymi każda polska uczelnia będzie zobowiązana śledzić losy absolwentów, a następnie ewentualnie modyfikować swoje programy.

 

Zmiany w ocenie pracy szkół, to nie jedyne działanie ministerstwa, które Pana irytuje.
Moja diagnoza jest taka – jakość kształcenia obniża się w tempie zawrotnym i zmierza w kierunku katastrofy edukacyjnej, a działania ministerstwa mają na celu ukrycie tego faktu. Absolwenci szkół średnich coraz gorzej radzą sobie na studiach, coraz gorsze są wyniki matur. Wyniki tegorocznych matur to rodzaj dramatu rozgrywającego się na naszych oczach. I tak np. średni wynik z informatyki – przedmiotu do wyboru – to 38 proc. Wyniki z wielu przedmiotów nie przekraczały 50 proc. Zobaczmy, jak jest z maturą z języka polskiego – w skali ogólnopolskiej uczniowie osiągają średnio ok. 50 proc. i to przy zaniżonych wymaganiach, bo taki przecież jest poziom podstawowy. Także nowe rozporządzenie dotyczące oceniania uczniów, dopuszczające promowanie ucznia z oceną niedostateczną w szkole średniej, wpisuje się w strategię „zaciemniania obrazu”. Podważa ono fundamentalną zasadę oceniania, która mówi, że jeżeli uczeń otrzymał ocenę niedostateczną, to oznacza, że ma tak duże braki z danego przedmiotu, że nie jest w stanie kontynuować nauki na wyższym poziomie, w kolejnej klasie. Po wprowadzeniu oceny dopuszczającej, która oznacza: „uczeń ma braki, ale jest szansa, że nadrobi je w przyszłym roku”, promowanie uczniów z ocena niedostateczną jest dewaluowaniem systemu oceniania szkolnego i podważaniem decyzji nauczyciela, a

Razem-efektywniej

O cenie, jaką płaci dziecko po rozwodzie rodziców, o wygrywaniu swoich racji bez respektowania tego, co czuje i myśli syn czy córka – z dr Alicją Czerederecką, z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych – rozmawia Ewa Jurkiewicz. czytaj więcej>>

zatem obniżaniem jego autorytetu. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której nauczyciel wystawi uczniowi ocenę niedostateczną, gdyż wie, że uczeń ma ogromne braki i nie poradzi sobie w następnej klasie, ale decyzją rady pedagogicznej uczeń ten i tak uzyska promocję. Jak nauczyciel ma pracować z takim uczniem? Zobaczmy, jaką presję odczuwa przed wystawieniem oceny niedostatecznej, bo dyrektor dbając o wskaźniki „sprawności szkoły”, nie życzy sobie zostawiania uczniów, albo więc postawi „jedynkę”, a później jego decyzję podważy rada pedagogiczna, albo wbrew sobie podciągnie ocenę uczniowi, żeby nie narażać na szwank swoich relacji z dyrektorem. Jaką lekcje wyniesie z tego uczeń? Wszystko dzisiaj staje na głowie! Polska jest jednym ze „statystycznych” tygrysów edukacyjnych, jednak „boom edukacyjny” polega u nas jedynie na zwiększaniu się liczby osób podejmujących kształcenie na poziomie średnim i wyższym, podczas gdy jego jakość i poziom diametralnie się obniża.

 

dr Jerzy Lackowski – absolwent fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktor nauk humanistycznych. Dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. Były wojewódzki kurator oświaty w Krakowie, b. doradca parlamentarnych komisji edukacyjnych, b. członek Rady Konsultacyjnej MEN ds. Reformy Edukacji. Członek zespołu edukacyjnego Rzecznika Praw Obywatelskich. Kieruje pracami Komitetu Obywatelskiego „Edukacja dla Rozwoju”. Autor projektu „Szkoła obywateli”. Zajmuje się badaniami efektywności funkcjonowania systemów oświatowych i szkół, jakości pracy nauczycieli, zasad finansowania edukacji ze szczególnym uwzględnieniem możliwości wprowadzenia do niej mechanizmów rynkowych.

 
Ewa Jurkiewicz – dziennikarka, redaktor naczelna „Niezbędnika Rodzica”

 

Cały wywiad z dr Jerzym Lackowskim można przeczytać w grudniowym numerze miesięcznika "Magazyn Dyrektora Szkoly. Sedno".


Wasza ocena: 3.9
Oceń:
następna poprzednia
 
Eksperci w Oświacie 2010. Copyright by Dr Josef RAABE Spółka Wydawnicza Sp. z o.o.
Realizacja: Ideo Powered by: CMSEdito