| Po | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
01 |
02 |
03 |
04 |
05 |
06 |
|
07 |
08 |
09 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
30 |
31 |
|||
Na marginesie ostatniej książki Jana Wróbla "Jak przetrwać w szkole i nie zwariować", z autorem, któremu – jak sam mówi – jednak się nie udało, rozmawia Michał Mizera.
Skąd pomysł na ten nietypowy przewodnik?
Szczerze mówiąc, miałem dwa cele: jeden szlachetny, drugi przyziemny. Ten szlachetny jest taki, że chciałem wysłać sygnał, że jest trochę osób, które uczą z wyboru, a nie z musu i które są wystarczająco rozwinięte emocjonalnie i umysłowo, żeby w szkole być dobrym duchem, a nie złym. Przyziemny jest taki, że chcę, żeby zespół przemyśleń, sformułowany w taki, a nie w inny sposób, został oceniony przez osoby mi nieznane, bo wtedy dopiero następuje prawdziwa weryfikacja poglądów. Ciekaw jestem reakcji na tę książkę.
Trochę to zaskakujące w przypadku kogoś, kto na co dzień funkcjonuje w samym centrum szkoły, a prezentuje spojrzenie na szkołę z zewnątrz, czasem trochę z boku, czasem z ukosa.
Spojrzenie z wewnątrz jest nieszczęściem, o którym się najmniej mówi. O przemocy w szkole mówi się często, chyba częściej niż mamy z nią do czynienia, podobnie o płacach, o brakach wykształceniowych czy programowych, treściach niedostosowanych do życia współczesnego, a rzadko mówimy o tym, że szkoła jako instytucja edukacyjna buduje w umysłach odbiorców taki obraz świata, jakby poza szkołą żaden świat nie istniał. Szkoła uczy, że najważniejsze to się dobrze uczyć i być najlepszym z uczniów, potem dobrze jest zostać nauczycielem i być wśród nauczycieli największą piłą… Powstaje obieg zamknięty: uczymy uczniów po to, aby im się dobrze wiodło w szkole. To jest największa krzywda i największy nonsens, jaki sobie można wyobrazić.
Jak „ugryźć” Comeniusa?Pierwszym krokiem nauczyciela, który chciałby, aby jego szkoła lub przedszkole przystąpiły do znanego programu Comenius, jest znalezienie partnerów – nauczycieli w placówkach oświatowych z krajów chętnych do nawiązania współpracy. czytaj więcej>> |
Myśli Pan, że nauczyciele, dyrektorzy, samorządowcy i wszyscy zaangażowani w system edukacji są gotowi na taką rozmowę?
Nigdy nie możemy przewidzieć momentu, w którym rusza śnieżna lawina. Często jest tak, że toczymy kulę wielką jak bałwan, spuszczamy ją, a ona w ogóle nie chce spaść. A czasami ten przysłowiowy kamyczek powoduje, że cała wioska znika. Jestem głęboko przekonany, że szkoła jako taka nie istnieje, istnieją natomiast nauczyciele i część z nich oraz bardzo niewielka grupka rodziców byłaby gotowa wziąć udział w takim przekształceniu. Chodzi o to, żeby ludzie, którzy rozsadzają trochę ramy szkoły, otrzymali pewną możliwość wyjścia poza te ramy, tworzenia społecznych, nieodpłatnych, autorskich szkół, które nie będą przystaniami dla nauczycieli-dewiantów, niedających sobie rady z uczniami i szukających ulgi w jakichś strasznie wypasionych teoriach psychologicznych.
Ale ostatecznie to dzisiaj jest możliwe.
No tak, ale jeszcze nie jest takie proste. Ja sam się zastanawiałem nad przejęciem podstawówki, Bednarska jest towarzystwem, możemy prowadzić instytucje publiczne. Ale okazuje się, że nie ma dobrych przepisów stanu przejściowego, kiedy chce się przejąć istniejącą szkołę. Trudno jest przejąć jakąś szkołę pod hasłem: „najpierw was wyrzucimy, a potem weźmiemy, kogo chcemy”, to się nie może udać. Z kolei, by stworzyć własną szkołę publiczną, to trzeba wejść do sieci, a żeby do niej wejść, trzeba spełnić wiele warunków. Niektóre są oczywiście fortunne, ale niektóre są trudno zrozumiałe. Na starcie konieczny jest gigantyczny wysiłek organizacyjny i prawny, a potem i tak przyjdzie Sanepid, i okaże się, że kontakty są na nieodpowiedniej wysokości, a to jest bardzo źle i za 5 tysięcy można dokonać szybkiej zmiany… A jeszcze to, tamto, siamto i owamto. Jeśli znajdziemy taką instytucję, która ma tyle pieniędzy na rozruch, to już nie stworzymy publicznej szkoły dla każdego. Pewne prawa rynku muszą działać. Jeśli ktoś wyłożył 800 tysięcy na szkołę, to nie będzie to szkoła osiedlowa.
Kontrola zarządcza w szkoleWraz z wejściem w życie przepisów rozdziału 6 w Dziale I Ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych na dyrektorze szkoły ciąży obowiązek wprowadzenia zasad i procedur kontroli zarządczej oraz prowadzenie monitoringu jej realizacji. czytaj więcej>> |
Co takiego jest w obecnych szkołach, że trzeba zakładać nowe?
Szkoła przygotowuje uczniów do szkoły, to jest główny mankament. A drugi to jest w moim przekonaniu daleko idący brak spójności. W swojej książce pisałem o liczbie przedmiotów, których możemy się doliczyć w niejednej polskiej szkole. Jeśli uznamy, że w każdej dziedzinie jest pewna wartościowa porcja wiedzy i przemyśleń, a świat jest tak różnorodny, że tych przedmiotów musi być coraz więcej, to skończymy na około 200 przedmiotach. Trzeba pójść w zupełnie inną stronę, w kierunku uspójnienia przekazu. To nie fizyka czy historia ma za zadanie to i tamto, lecz szkoła ma za zadanie nauczyć analizowania, komentowania, prowadzenia rozmowy, czytania artykułów na temat podstawowych zjawisk życia społecznego i przyrodniczego. I jeśli tak postawić sprawę, to zaczynamy szkołę wymyślać na nowo. Ona jest cały czas reformowana, jedyny w Polsce przypadek stworzenia szkoły od zera to gimnazjum. W moim odczuciu ta szansa została zmarnowana, choć rzeczywiście wykonano imponującą pracę organizacyjną i gimnazja dużo lepiej się zakorzeniły w społeczności lokalnej niż to przewidywali pesymiści. Organizacyjnie to jest jeden z sukcesów ostatniego dwudziestolecia i, jak wiadomo, statystyczne wyniki edukacyjne też się od tego poprawiły, czego nie należy lekceważyć, bo można sobie wyobrazić reformę, która przynosi pogorszenie wyników statystycznych. Natomiast już nie dano rady, nie zadbano, zabrakło sił, ludzi do tego, żeby stworzyć spójny program gimnazjum.
Jan Wróbel – historyk, pedagog, publicysta, od 1989 roku nauczyciel, a później dyrektor społecznego liceum „Bednarska” w Warszawie, publikował w „Newsweeku” , „Frondzie”, „Dzienniku. Polska Europa Świat”, doradzał premierowi Jerzemu Buzkowi i był autorem wielu jego oficjalnych przemówień, jest autorem podręcznika historii dla liceów Odnaleźć przeszłość, prowadził dla telewizji TVN przegląd prasy w „Dzień Dobry TVN”, obecnie publikuje w tygodniku „Wprost”.
Michał Mizera jest współpracownikiem Instytutu Badań Interdyscyplinarnych „Artes liberales” UW oraz Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci.
Cały wywiad można przeczytać w styczniowym numerze publikacji "Magazyn dyrektora szkoły. Sedno".