| Po | Wt | Śr | Cz | Pt | So | Nd |
01 |
02 |
03 |
04 |
05 |
||
06 |
07 |
08 |
09 |
10 |
11 |
12 |
13 |
14 |
15 |
16 |
17 |
18 |
19 |
20 |
21 |
22 |
23 |
24 |
25 |
26 |
27 |
28 |
29 |
||||
Z doktorem Grzegorzem Mazurkiewiczem, koordynatorem projektu Program wzmocnienia efektywności systemu nadzoru pedagogicznego i oceny jakości pracy szkoły, etap II, realizowanego przez MEN w partnerstwie z Uniwersytetem Jagiellońskim, w ramach III Priorytetu POKL – rozmawia Dorota Kulesza, członek OSKKO.
Od podpisania rozporządzenia w sprawie nadzoru pedagogicznego minęło kilka miesięcy. Większość z nas skupiła się na tzw. technicznej stronie przeprowadzania ewaluacji. Chciałabym, by ta rozmowa dotyczyła wymagań, czyli oczekiwań państwa wobec szkół. Czego Pan oczekiwał podczas tworzenia ich zapisów?
Nie pamiętam, czego oczekiwałem, natomiast wiem, czego dziś oczekuję. Ponad 1,5 roku temu zostałem zaproszony na spotkanie grupy ekspertów dyskutującej o wymaganiach i wtedy sądziłem, że tworzymy coś w rodzaju „leksykonu dobrej szkoły”. Obserwowałem z bardzo bliska ten proces i nie wydawał mi się zbyt owocny. Spotykały się różne osoby, środowiska, sposoby myślenia i to przypominało wiele podobnych spotkań, kiedy to ludzie mają coś uzgodnić i każdy uważa, że najważniejsze jest to, w czym on jest specjalistą. W pewnym momencie zrozumiałem, że ta taktyka jest niezbyt przydatna.
Przełom nastąpił, kiedy powiedzieliśmy sobie, że nie ma chyba sensu tworzyć takiego „leksykonu”, pełnego obrazu dobrej szkoły, ale musimy wskazać najbardziej istotne kierunki. To, co teraz aktualnie obowiązuje, jest w dalszym ciągu efektem pewnego consensusu i wciąż widać pozostałości po tamtym myśleniu. Bo nasza dzisiejsza filozofia jest nieco inna. W tym myśleniu chodzi o to, do czego szkoła powinna prowadzić, jakie efekty i rezultaty jej działalności nas interesują.
Wprawdzie opisaliśmy wymagania w czterech obszarach, ale tak szczerze mówiąc, wszystkie one to efekty i rezultaty działalności ludzi. W przełomowym momencie pomyśleliśmy sobie, że ogólne sformułowanie takich bardzo istotnych, z perspektywy wręcz cywilizacyjnej, postulatów, ma zachęcać do myślenia. Siedemnaście zdań ma prowokować do refleksji nad tym, czy my rzeczywiście to, co jest w nich zapisane, robimy. Spójrzmy na wymaganie: uczniowie nabywają wiadomości i umiejętności – przecież to jakby „oczywista oczywistość”, prawda? Ale zapisanie tego wymagania ma skłonić do myślenia, czy naprawdę w naszej szkole uczniowie nabywają wiadomości i umiejętności? Nie wiem, ile jest gron pedagogicznych w Polsce, które w taki stały sposób zadają sobie to i inne pytania? Co my tutaj robimy, co osiągają nasi uczniowie, czego od nich chcemy? Tego raczej nie ma.
Zaczęłam naszą rozmowę od tego, że chyba niezbyt dobrze nauczyciele znają te wymagania. Czy nie należy się tym niepokoić?
Podchodzę do tego z pokorą. Rozporządzenie obowiązuje od listopada, w świadomości ludzkiej pojawiło się niedawno, wszyscy skupiają swoje zainteresowanie na ewaluacji, nie pytając się, co jest tak w istocie jej poddawane. Trzeba pomagać ludziom w zrozumieniu tych wymagań. Tak naprawdę nie mam oczekiwań w stosunku do każdego zapisu z osobna zapisu. Raczej chciałbym, żeby szkoła, ludzie w niej pracujący, zaczęli się zastanawiać nad tym, co robią i jak im idzie. Jeżeli się uda zachęcić współpracujące ze sobą zespoły do zadawania takich pytań, to będzie naprawdę kolosalny sukces. Dzisiaj proces refleksji jest nieobecny, on czasem dotyczy np. wyników egzaminów, ale wydaje mi się, że też na innym poziomie. Najczęściej ta refleksja nie dotyczy tego, co my tutaj robimy, że mamy takie a nie inne wyniki, ale dlaczego nasi uczniowie tak źle wypadli…, no bo się nie uczą. Chciałbym tę lunetę, przez którą nauczyciele patrzą na szkołę, skierować troszkę w inną stronę, np. na nich samych. W ten sposób naprawdę stworzy się płaszczyzna współodpowiedzialności za działania.
Zaznaczyłam sobie obszar, który wydaje się być najmniej zrozumiały dla nauczycieli. Może dlatego, że nie posługujemy się wszyscy takim językiem. Bo przecież rzadko używamy na co dzień określenia proces edukacyjny. Wymagania, które budzą obawę przed zmierzeniem się z nimi, to: PROCESY EDUKACYJNE MAJĄ CHARAKTER ZORGANIZOWANY I PROCESY EDUKACYJNE SĄ EFEKTEM WSPÓŁDZIAŁANIA.
To akurat dwa moje ulubione!
Tak właśnie po cichu myślałam…
Brzmienie tych wymagań samo się tak prosto nie wyjaśnia. Jedna z doktorantek naszej uczelni przytoczyła wyniki swoich badań na temat dwojakiego postrzegania roli nauczyciela przez nich samych. Wynika z nich, że ok. 70% nauczycieli rozumie swoją rolę jako dostarczycieli „wiedzy”, czy też lepiej ekspertów w dziedzinie, która jest ich specjalnością. Są skoncentrowani na tym obszarze, którego mają nauczyć. Natomiast pozostała część sądzi, że ważniejsze powinno być wychowanie młodego człowieka.
Wolałbym, żeby nauczyciele byli ekspertami w procesie edukacyjnym. Powinni bardziej koncentrować się na wspieraniu samego procesu uczenia się, a nie, upraszczając oczywiście, czy uczeń zapamięta jakąś datę. Być może niepokój z tego wynika, że w większości przypadków, bez uogólniania, filozofia pracy nauczycieli jest skoncentrowana na transferze informacji stąd – tu, od nauczyciela do ucznia. To jest myślenie przestarzałe. I w zasadzie wszyscy o tym wiedzą, od wielu lat przecież mówi się o zmianie filozofii nauczania. Niestety w szkole dalej pokutuje nieszczęsny system godzinowo-lekcyjny, bez wsparcia dobrze wyposażonych pracowni, dzięki którym można naprawdę przeprowadzać doświadczenia i obserwacje. Nie mówmy jednak, że to tylko nauczyciele są winni. Prawdą jest, że to my, czyli społeczeństwo, widzimy szkołę jako 45-minutowe interwały, które mają z uczniów zrobić specjalistów, np. w dziedzinie matematyki czy biologii.
Grzegorz Mazurkiewicz
jest socjologiem, doktorem nauk humanistycznych, pracuje w Instytucie Spraw Publicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego badania dotyczą polityki oświatowej, jakości edukacji, inicjatyw oświatowych, edukacji interkulturowej, kształcenia dorosłych, postaw i przekonań nauczycieli.
Dorota Kulesza
dyrektor Gimnazjum Niepublicznego w Zabierzowie Bocheńskim, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Kreatywności, członek OSKKO
Więcej przeczytasz w majowym numerze SEDNA.